(fot.: Klaudia Rataj)


Rosemary White była zwyczajną piętnastolatką, od których Stany Zjednoczone pękają w szwach. Miała przyjaciela, Josepha Tylera, który od roku skrywał tajemnicę. Niestety, podczas jednego niefortunnego spaceru po lesie, Rose została zaatakowana, a następne, co pamięta, to wiadomość, że od tego momentu stała się pół-wampirem.
Bo jad nie rozszedł się po jej żyłach jak powinien — Joe zareagował w odpowiednim momencie i pozbył się delikwenta. Klaus Schmidt, którego spotkała niegdyś, wiele miesięcy później, uznał za niesprawiedliwy fakt, że Rose potrafi szybciej biegać od swoich rówieśników, jest od nich piękniejsza, może jeść ludzkie jedzenie, nie odczuwa tak silnego pragnienia, jej serca bije, a policzki się rumienią.
Kiedyś odnalazła Gabrielle Cuttingteeth i jej szaloną rodzinę, czerwony domek, który poza kolorem nie miał w sobie niczego wyróżniającego. Cóż, pozory zmyliły dwójkę przyjaciół, bowiem świrów na poziomie rodziny Delicate Vampire to ze świecą szukać.
DV było mieszanką najróżniejszych osobowości, ale spośród tej plątaniny odnóży, Rose upolowała jedną parę — właścicielem był Gregory Yellow. Ktoś zupełnie od niej różny: ze zwariowaną fryzurą, duszą muzyka i mentalnością gwiazdy rocka. Ale odkąd ją zobaczył, a zasadniczo potrącił tak, że wylała kubek z gorącą czekoladą, wszystko nabrało innych odcieni. Wszędzie czuł jej słodki zapach snickersa, zauważał tak drobne szczegóły jej ubioru, czy fryzury, jak spinka we włosach. I zawsze był zazdrosny o Joe’ego.
Ten romans miał pełno wzlotów i upadków, ale zaowocował córką, Josephine. Greg przez długi czas niczego nie podejrzewał, ale w końcu się domyślił. Rose wzięła ślub z Joe’em, wiedząc, że związek z nieodpowiedzialnym, choć niezaprzeczalnie uroczym, Gregorym Yellow, byłby katastrofą. Odeszła z domu wraz z mężem i córką, na pewien czas stając się panią Tyler.
Nadeszły święta, a Rose została zaproszona do Delicate Vampire na Wigilię. Josie i Joe musieli zostać w domu, bo ta się rozchorowała. Przybyła sama. Wtedy Greg powiedział jej w kuchni, żeby odeszła z jego życia „tak na dobre”, bo wie, co mu zrobiła.
Niedługo potem, w wyniku złego samopoczucia, Rose sfingowała własną śmierć.  Zdrowie wróciło, ale nie ona. Uciekła w siną dal, niegotowa, by kontynuować tamto życie w rozdarciu: między tym, co słuszne, a tym, co upragnione. Zrozpaczony Gregory długo pielęgnował jej prochy, aż w końcu Dominic Craven nie wytrzymał i wyczyścił wszystkim pamięć. Tylko Josie pamiętała. Greg jednak zawsze nosił przy sobie opakowania po snickersach i tulił urnę, choć nie wiedział, co nim powoduje.
Zabłąkała się w lesie i odnalazł ją pewnego dnia łowca istot podobnych do niej, ale pomógł jej dotrzeć do najbliższego miasta, którym okazała się stolica stanu New Jersey, nie wiedząc, że White jest hybrydą gatunkową.
Nie minęło wiele dni, a wszyscy rozeszli się po tym małym świecie jak mrówki; Rose uwiła sobie przytulne gniazdko wraz z mężem i córką w Trenton, gdzie została redaktor naczelną wydawnictwa Trickster’s House. Na trzy lata rozstała się ze światem wampirów, żyjąc tak, jakby jad nigdy nie połączył się trwale z jej krwią, jakby tamte lata spędzone w DV nigdy się nie wydarzyły.
A mimo to była przygnębiona. W tajemnicy przed mężem wychodziła na balkon, przyglądając się migoczącemu tysiącem świateł miastu. Często w portfelu, ale nierzadko w kieszeni nosiła dwa zdjęcia — grupowe z całą rodziną i to, na którym jest sama z Gregiem. Wpatrywała się w ten nieruchomy obrazek, zastanawiając się, dokąd wywiać mogło pana Yellow, gdzie się błąka, skąd teraz wraca? Biedny, musiał czuć się zagubiony pośród tylu obcych ludzi. Za ludzkiego życia nie miał przecież wielu przyjaciół, a po przemianie jedynymi bliskimi osobami byli ci, z którymi mieszkał. Ale czy wędrując samotnie poprzez te wszystkie nieznane drogi pomyślał choć przez moment o niej? Nie o niej dosłownie, tylko o urnie, snickersach, o tej tęsknocie za kimś, kogo nie można zidentyfikować.
Po dwóch latach Joe postanowił odejść, stwierdziwszy, że jest za młody na tak ustabilizowane życie, że przecież ma całą wieczność, żeby się ustatkować, a chce zwiedzić świat. Poza tym nie był przecież ślepy — widział, że żona go zupełnie nie kocha i poradził jej, żeby go odnalazła, inaczej nigdy nie zazna spokoju w swoim wiecznym życiu. Rozwiedli się i tyle go widziano.
Rose została więc sama z Josie, która zapragnęła tam wrócić, jeszcze raz spotkać swojego prawdziwego, niezdarnego, ale przy tym tak uroczego w swoim zakłopotaniu i troskliwości ojca. Niechętna z początku, spojrzała znów na te fotografie. Wiedziała, że chce znów być jego. Że tym razem chce z wszystkich sił zostać panią Yellow, że całe jej życie ku temu zmierza. I wyruszyła w drogę.
Ale czy dotrze?
I — najważniejsze — czy odnajdzie G r e g a?



Wywiad z Rosemary White przeprowadził Gregory Yellow w alternatywnej rzeczywistości, w której odzyskał pamięć, ale wciąż był wampirowatym, nierozgarniętym sobą.

Rose, o co ja, do żółtej kurwy, mam Cię tu pytać?
Masz przecież napisane na kartce.

Ano, fakt. Ale tyle? Tylko tyle?
Greg...

No dobra, to zaczynam. Czy twoje oczy reagują na rodzaj spożywanej krwi?
Niestety tak. Ale zawsze są świadectwem humanitarnej diety.

Co to znaczy humanitarny?
Hmm, taki, który się z tobą pieprzy tylko wtedy, kiedy cię kocha i kiedy ty go kochasz, bo wtedy nie sprawia ci cierpienia.

Humanitarny to moje ulubione słowo. Masz stale widoczne kły?
Moich kłów prawie nie ma.

O szatanie, ale trudne słowo. Chyba będzie moje ulubieńsze niż humanitarny. Czy tutaj mieszka Dziabaducha?
GUCIO. I Greg.

O, to miłe, że o mnie wspominasz, chociaż za chuja nie wiem, o czym mówisz. W jaki sposób cię przemieniono?
Już pisałam, ale się powtórzę: napadnięto mnie w parku leśnym, ale jadu było mało i źle się rozszedł, więc zostałam połówką.

Połówką snickersa? Bo pachniesz zawsze jak cały.
(chichocze) Greg, jestem pewna, że tego nie ma w ankiecie.

Ekhem. Jesteś jadowita? Jeśli tak, to czy twój jad automatycznie przemienia ofiarę w wampira?
Za mało jadu płynie w moich żyłach, żebym mogła go komuś przekazać.

Naleśniki?
Dwa, z czekoladą poproszę. I duuuuużą ilością bitej śmietany.

Jesteś uzależniona od czekolady.
Z grzeczności nie zaprzeczę.

To słodkie jak orzeszki.
Zasadniczo orzeszki nie są...

Ale w snickersie już tak.
No dobrze. Co dalej?

Jaką posiadasz nadnaturalną zdolność?
Absolutnie żadną. Kiedyś... Ale to dawno...

A jak użyłaś telekinezy do samoobrony?
Teraz już nie umiem, bo dawno nie używałam tej mocy.

Preferujesz krew zwierzęcą czy ludzką?
Najlepiej jelenią. Jest najsłodsza. Kojarzy mi się z Bambim.

Zabiłaś Bambiego?!
To taka metafora.

To chyba dobrze, prawda?
To bardzo dobrze, Greg. Bambi wyszedł bez uszczerbku na zdrowiu.

Uff! Następnym razem nie używaj metawora.
Postaram się.

O, dobre pytanie. Gdybyś była dostarczycielką pizzy, to jaką korzyść miałabyś z posiadania nożyczek?
Hmm... Przycinałabym sobie rozdwojone końcówki.

Koniec! Obiecałaś mi seks.
To wyskakuj z gaci!

Wywiady to moje ulubione zajęcie!